W jakich okolicznościach doszło do pierwszych starć?
Los skojarzył obie drużyny w fazie ligowej rozgrywek. W inauguracyjnej kolejce Duma Katalonii mierzyła się z angielskim zespołem na wyjeździe i zdołała wywalczyć cenne zwycięstwo 2:1. Było to pierwsze spotkanie, które jasno pokazało ofensywny potencjał mistrzów Hiszpanii w tym sezonie.
Droga do fazy pucharowej dla obu ekip wyglądała zupełnie inaczej. Barcelona finiszowała na wysokiej, piątej pozycji w tabeli, co zapewniło jej bezpośredni awans do 1/8 finału. Newcastle United uplasowało się natomiast na dwunastym miejscu i musiało przebijać się przez dodatkową rundę. Tam zmierzyło się z Karabachem Agdam, demolując rywala najpierw 6:1 na wyjeździe, a później 3:2 u siebie.
Dwumecz w 1/8 finału Ligi Mistrzów
Konfrontacja w fazie pucharowej zapowiadała się niezwykle emocjonująco, ponieważ oba zespoły preferowały szybki, kombinacyjny futbol. Pierwsze spotkanie odbyło się na St James' Park 10 marca i było niezwykle zaciętym widowiskiem, w którym emocje eksplodowały dopiero w końcówce. Kibice zgromadzeni na stadionie długo czekali na premierowe trafienia.
Prowadzenie ekipie z Premier League dał Harvey Barnes. Gdy wydawało się, że Anglicy zgarną zwycięstwo, w szóstej minucie doliczonego czasu gry arbiter podyktował rzut karny dla gości. Do piłki podszedł Lamine Yamal i pewnym strzałem ustalił wynik na 1:1. Remis na wyjeździe stawiał Blaugranę w nieco lepszej sytuacji przed rewanżem na Camp Nou.
Piorunująca pierwsza połowa rewanżu
Już od pierwszego gwizdka w Barcelonie kibice byli świadkami szaleńczego tempa. Gospodarze rzucili się do ataku i już w 6. minucie Raphinha otworzył wynik spotkania, precyzyjnie wykańczając akcję w polu karnym. Brazylijski skrzydłowy potwierdzał tym samym znakomitą dyspozycję strzelecką z poprzednich meczów ligowych.
Odpowiedź gości była natychmiastowa. W 15. minucie świetnym rajdem popisał się Lewis Hall, który dograł piłkę wzdłuż bramki do Anthony’ego Elangi. Szwedzki napastnik bez trudu pokonał Joana Garcię, doprowadzając do wyrównania. Zaledwie trzy minuty później na listę strzelców wpisał się Marc Bernal, wykorzystując zamieszanie po rzucie wolnym i ponownie wyprowadzając Barcelonę na prowadzenie.
Chaos w defensywie nie ustępował. Anthony Elanga po raz drugi tego wieczoru wpakował piłkę do siatki w 28. minucie, karząc rywali za błąd w rozegraniu. Wynik do przerwy ustalił Lamine Yamal, który w doliczonym czasie pewnie wykorzystał rzut karny podyktowany za faul Kierana Trippiera na Raphinhi. Do szatni obie drużyny schodziły przy stanie 3:2 dla Katalończyków.
Druga odsłona i nokaut ze strony gospodarzy
Po zmianie stron na murawie istniała już tylko jedna drużyna. Zaledwie siedem minut po wznowieniu gry Raphinha popisał się znakomitą asystą z pierwszej piłki do Fermina Lopeza. Pomocnik zachował zimną krew w sytuacji sam na sam i podwyższył prowadzenie. Rywale zostali kompletnie rozbici, a ich gra defensywna przestała funkcjonować jako zorganizowana formacja.
W 56. minucie na scenę wkroczył Robert Lewandowski. Polski napastnik imponująco wygrał pojedynek powietrzny po dośrodkowaniu Raphinhi z rzutu rożnego i strzałem głową pokonał Aarona Ramsdale'a. Było to jego 108. trafienie w historii występów w Lidze Mistrzów. Kapitan reprezentacji Polski nie zamierzał na tym poprzestać.
Pięć minut później, po znakomitym podaniu od Yamala, Lewandowski znalazł się sam przed bramkarzem i technicznym uderzeniem zdobył swojego 109. gola w tych elitarnych rozgrywkach.
Jego dorobek z meczu mógł być jeszcze wyższy, jednak wcześniej jego uderzenie z pola karnego zostało w ostatniej chwili zablokowane przez Dana Burna, a strzał z dystansu pewnie obronił golkiper rywali. W 72. minucie wynik na 7:2 ustalił Raphinha, który wykorzystał fatalne nieporozumienie w szeregach przeciwnika i skompletował dublet. Ten rezultat całkowicie odebrał nadzieje angielskiemu zespołowi na korzystny rezultat.
Pobity rekord i kontuzja w szeregach Barcelony
Dwa gole w tym spotkaniu miały dla Roberta Lewandowskiego symboliczny wymiar. Polak został bowiem pierwszym zawodnikiem w elitarnych rozgrywkach, który trafił do siatki przeciwko 41 różnym zespołom, wyprzedzając w tej klasyfikacji wszech czasów Lionela Messiego. To osiągnięcie podkreśla niesamowitą regularność strzelecką napastnika na przestrzeni całej kariery.
Końcówka meczu przyniosła jednak nieprzyjemny incydent. W 82. minucie podstawowy bramkarz Joan Garcia doznał urazu, który uniemożliwił mu dalszą grę. Sztab szkoleniowy był zmuszony do przeprowadzenia przymusowej zmiany. Na boisku niespodziewanie pojawił się Wojciech Szczęsny, który dotychczas pełnił rolę zmiennika. Polski golkiper zdołał zachować czujność do końcowego gwizdka i zaliczył interwencję po uderzeniu Lewisa Halla.
Jak wyglądały statystyki po dwumeczu?
Zarówno pierwsze starcie na St James' Park, jak i rewanż na Camp Nou dostarczyły ogromnej liczby bramek i sytuacji strzeleckich. Łączny bilans trafień w dwumeczu (8-3 dla Blaugrany) dobitnie świadczy o ofensywnym stylu obu szkoleniowców, ale też o bezlitosnej skuteczności hiszpańskiego zespołu w kluczowych momentach rywalizacji. Poniższe zestawienie pokazuje różnice w osiągnięciach bramkowych obu drużyn:
| Wydarzenie / Mecz | Pierwsze spotkanie (Anglia) | Rewanż (Hiszpania) |
| Wynik końcowy | 1:1 | 7:2 |
| Strzelcy dla Barcelony | Lamine Yamal (karny) | Raphinha (2), Bernal, Yamal, Lopez, Lewandowski (2) |
| Strzelcy dla Newcastle | Harvey Barnes | Anthony Elanga (2) |
Co czekało Barcelonę po pokonaniu Anglików?
Zwycięstwo różnicą aż pięciu bramek w rewanżu było potężnym sygnałem ostrzegawczym dla reszty stawki w walce o puchar. Duma Katalonii zaprezentowała futbol na najwyższym poziomie, w którym poszczególne formacje wzajemnie się uzupełniały, a transfery pokroju Raphinhi i Lamine'a Yamala udowodniły swoją wartość boiskową w najważniejszej fazie sezonu.
Przed zespołem otworzyła się droga do ćwierćfinału, gdzie czekały już inne europejskie potęgi. W gronie tym znalazły się między innymi Paris Saint-Germain, Real Madryt, Arsenal Londyn oraz Sporting Lizbona. Finał rozgrywek zaplanowano na 30 maja w Budapeszcie. Po tak efektownym awansie apetyty kibiców sięgnęły zenitu.